Skip to main content

Przezczaszkowa stymulacja magnetyczna - opinie i doświadczenia pacjentów


Podziel się swoją historią z leczenia TMS

Twoje doświadczenia z leczenia przezczaszkową stymulacją magnetyczną (TMS) mogą być inspirujące i pomocne dla innych. Jeśli chciałbyś podzielić się swoją historią na naszej stronie, prosimy o wykonanie poniższych kroków:

Dziękujemy za podzielenie się swoją historią. Twoje doświadczenia mogą być cennym źródłem wiedzy i wsparcia dla innych osób rozważających lub przechodzących przez leczenie TMS.


35 lat, kierowca, mężczyzna | TMS, 40 sesji iTBS-600

"Hej, to ja, ktos kto przez lata walczył z depresja. Szczerze, na poczatku myslalem, że TMS to kolejny 'cudowny' sposób, który pewnie nie zadziala. Ale bylem w tak zlym miejscu, że stwierdzilem 'czemu nie'.

Pierwsze sesje? Dziwne uczucie, siedzisz, maszyna pracuje, a ty myslisz 'co ja tu robie?'. Ale potem, powoli, zaczęło się coś dziać, to trudne do opisania... jakby ktos stopniowo podnosił z ciebie ciezar. Wczesniej wszystko było szare, nudne, bez sensu. A tu nagle zaczynasz zauwazac, że słonce fajnie świeci, że kawa dobrze smakuje.

Najwiekszy szok? Ze nie czułem się 'inny' po sesjach. Inne leki, które bralem, robily ze mnie zombie. A tutaj? Czułem się normalnie. Tylko... lżej.

Zmiany nie przyszly od razu. Ale zacząłem zauważać, że rzeczy, które kiedyś lubiłem, znowu sprawiaja mi frajde. Spotkanie ze znajomymi, których unikałem jak ognia, nagle było fajne. Znow zacząłem grac na gitarze. Male rzeczy, ale dla mnie wielkie.

Podsumowujac, TMS dało mi coś, czego dawno nie miałem - cheć do życia. To nie było jakies magiczne rozwiazanie, ale pomoglo mi stanąć na nogi i poczuć się znowu jak ja."


22 lata, pracownik IT, mężczyzna | TMS SAINT

"Chciałem opowiedzieć o mojej walce z depresją i jak SAINT w PHOENIX poprawił moje życie. Od 2 lat czułem się jak w czarnej dziurze, aż spróbowałem TMS. Na początku było dziwnie, ale ekipa w PHOENIX była super – wsparcie i luz. Szczególnie pani Iwona :)

Po 4 dniach zacząłem czuć różnicę. Budziłem się rano i miałem ochotę wstać, co było nowością. Maksymalny efekt poczułem jakoś po tygodniu od ostatniej sesji. Teraz czuję się jak nowy. Mam energię, chce mi się robić rzeczy i dużo się śmieję. Moi znajomi mówią, że wróciłem do siebie, ale ja czuję, że to nowa, lepsza wersja mnie!

Dla każdego, kto zmaga się z depresją: to może być wasze światełko w tunelu. Serio pomogło mi i nic złego się nie stało."


32 lata, księgowa, kobieta | TMS, 30 sesji rTMS

"Hej, mam 32 lata i zawsze byłam ekspertem od martwienia się. Typu, wiecie, planujesz coś i już widzisz najgorsze scenariusze. Ale od kiedy zaczęłam TMS, to jakoś się to zmienia.

Ostatnio, no... postanowiłam, że zrobię ogródek na balkonie. I nie, nie myślę już tylko o tym, że pewnie nic z tego nie będzie. A gotowanie? Zawsze myślałam, że coś spalę albo będzie niesmaczne. Teraz? No, próbuję różnych rzeczy, czasem coś nie wyjdzie, ale to nie koniec świata.

Nie jestem jakąś zupełnie inną osobą teraz, ale coś się zmieniło wyraźnie. I chyba dobrze mi z tym."


38 lat, informatyk, mężczyzna | TMS SAINT

"Cześć. Jestem informatykiem - osobą, która wierzy w dane, algorytmy i technologię. Depresja towarzyszyła mi od lat, ale zawsze bałem się podejścia farmakologicznego. Myśl o antydepresantach sprawiała, że czułem się jeszcze gorzej - obawy przed skutkami ubocznymi, zależnością, zmianą mojej chemii mózgowej. Dla mnie, jako człowieka logiki i systemów, to było za dużo nieprzewidywalności.

Pewnego dnia, podczas czytania artykułów o nowych metodach w medycynie, natknąłem się na coś, co przyciągnęło moją uwagę: TMS (przezczaszkowa stymulacja magnetyczna). To było coś zupełnie innego - metoda oparta na precyzyjnej, kontrolowanej stymulacji mózgu. Brzmiało jak coś prosto z science fiction, ale im więcej czytałem, tym bardziej byłem zaintrygowany.

Zdecydowałem się na konsultację w Centrum Psychomedycznym PHOENIX. Miałem wiele pytań, głównie technicznych - jak to działa, jaka jest skuteczność, co się dzieje z mózgiem podczas terapii. Psychiatra był super. Odpowiedział na każde moje pytanie z dużą wiedzą i cierpliwością. To było dla mnie kluczowe - zrozumienie procesu, przejrzystość, logika.

Gdy zacząłem sesje TMS, byłem pełen nadziei. Każda sesja to było dla mnie jak wejście do laboratorium - obserwowałem maszyny, moje reakcje. Po którejś sesji zauważyłem, że z każdą następną sesją czuję się lepiej. To było stopniowe, polepszanie się mojego samopoczucia no i snu w nocy

Po 2, 3 tygodniach terapii poczułem się jakby ktoś zrestartował mój mózg. Zaczynałem dzień z większą energią. Zacząłem znowu kodować swoje projekty, które odłożyłem na półkę. Moje myślenie stało się jaśniejsze, bardziej skupione. To było jak aktualizacja systemu – nowsza wersja.

Dla informatyka jak ja, podejście TMS było idealnym rozwiązaniem. Zamiast chemii, wybrałem technologię. Zamiast pigułek, dałem szansę maszynom. I nie żałuję. To była jedna z lepszych decyzji w moim życiu.

Dziękuję zespołowi PHOENIX za to, że dali mi nową perspektywę."


27 lat, grafik komputerowy, kobieta | 30 sesji rTMS

"Bezsenność sprawiała, że moje życie było ciągłą walką. Jako grafik, potrzebuję jasności umysłu, a ja byłam wciąż zmęczona, rozkojarzona. W nocy leżałam i liczyłam każdą minutę.

Kiedy zaczęłam TMS, to była dla mnie ostatnia nadzieja. Nie oczekiwałam cudów, ale po pierwszym tygodniu, kiedy obudziłam się wypoczęta, poczułam ulgę, której dawno nie znałam.

Teraz, kilka miesięcy później, nadal śpię spokojnie. Odnalazłam energię, którą kiedyś miałam. Moja praca znów sprawia mi radość, a ja czuję, że odzyskałam kontrolę nad swoim życiem. To była właściwie magiczna zmiana, która dała mi coś, na co dawno czekałam – spokojny sen.

Do dzisiaj bawi mnie to, jak wyznaczali punkty na czepku na mojej głowie do stymulacji. Siedzę tam, a bardzo przyjemna pani z markerem robi znaczniki na czepku. Wyglądało to trochę jak przygotowania do misji kosmicznej! To był jeden z tych lekkich momentów, kiedy pomyślałam, że medycyna ma też swoje zabawne strony."


49 lat, przedsiębiorca, kobieta | 34 sesje rTMS

"Niecałe dziesięć lat temu, jak zegar biologiczny wybił mi czterdziestkę, zaczęłam borykać się z migrenami. To było jak codzienny alarm, który nie dawał o sobie zapomnieć. Próbowałam wszystkiego - od tabletek mających zapobiegać, przez przeciwbólowe, jakieś najnowsze przeciwciała, aż po botoks, który działał, ale tylko przez 3 ostrzykiwania.

Kiedy mąż zaproponował mi TMS, pomyślałam, 'Czemu nie?'. Przez ponad trzy tygodnie, codziennie, poddawałam się dwóm sesjom. To było coś nowego. Już po pierwszym tygodniu zauważyłam, że migreny jakoś 'wykruszały' się. Zamiast dziesięciu ataków na miesiąc, miałam teraz max dwa.

To było jak dostanie nowego klucza do drzwi, które zawsze były zamkniete. Moje ręce, co wcześniej zastygały w bezsilności przy każdym ataku migreny, teraz mogły swobodnie malować - moja pasja, którą przez lata tłumilam. Ostatnio nawet namalowałam obraz, którego motywem przewodnim była moja podróż przez labirynt migren do świata wolnego od bólu.

Teraz, kilka miesięcy po leczeniu, odkrywam swoje możliwości. Migreny już nie dyktują mi warunków. TMS dało mi to, czego tak długo szukałam - wolność od bólu i swobodę w wyrażaniu siebie."